sobota, 11 stycznia 2020

O bordowym płaszczu bouclé i kryzysie twórczym słów kilka

Na początku jesieni rozpoczęłam szycie płaszcza z bordowej tkaniny bouclé (podpisywanej też jako boucle, bukla, bukle) zamówionej ze sklepu Materiały Tkaniny. Jego pierwowzór powstawał na podstawie wykroju z Burdy 9/2014  #118 , z którego kiedyś uszyłam czarną kurtkę z kapturem. Wykrój był przeze mnie sprawdzony, a chciałam, aby płaszcz był  koniecznie luźny, więc wszystko zapowiadało się idealnie. Jednak gdy zszyłam ze sobą wierzchnią warstwę, jeszcze bez podszewki, doszłam do wniosku, że kompletnie mi się nie podoba to, co widzę. Płaszcz miał być luźny, owszem, ale tkanina bouclé, która jest bardzo gruba i sztywna sprawiała, że góra mojej sylwetki wyglądała na zbyt "napakowaną". Niby teraz taka moda, ale jakoś nie specjalnie w tym konkretnym przypadku mi ona odpowiadała. Rozpoczęłam więc procedurę zwężania płaszcza.

W związku z powyższym zaczęłam pruć i rękawy i boki i w trakcie tych czynności dopadł mnie taki kryzys twórczy, jaki chyba jeszcze nigdy się u mnie nie zdarzył... Niby nie po raz pierwszy wprowadzam zmiany w wyglądzie uszytej rzeczy, ale biorąc pod uwagę fakt, że tu zmieniałam praktycznie wszystko, a z bouclé pracuje się dość trudno, bo ta tkanina jest ciężka, opornie przechodzi pod stopka maszyny, strasznie pyli, a na dodatek jej brzegi rozciągają się jak harmonijka i nawet podklejanie i stębnowanie czasem na niewiele się zdało, nieraz już po kilku minutach przebywania z nią traciłam chęć do dalszej pracy.

Dodatkowo, ile igieł zostało połamanych to aż straciłam rachubę, analogiczne zmiany trzeba było wprowadzać w skrojonej już podszewce, no i dlatego zdarzały się momenty, gdy myślałam, że wywalę ten płaszcz w ch... olerę i już nigdy w życiu żadnego za darmo nie uszyję. Łapałam się dosłownie wszystkiego, żeby prace nad płaszczem odwlec na jak najpóźniej.

Kryzys został pokonany całkiem niedawno, dokładnie tuż po Nowym Roku. Ogólnie, nie wiem, dlaczego akurat teraz, ale zyskałam nowe pokłady dobrej energii i chęci do pracy nad płaszczem,  zakasałam rękawy, wszystko dokładnie poprawiłam, pozszywałam, wszyłam podszewkę i kieszenie i... no powiem szczerze, że ostateczny wygląd bardzo mi się podoba:) Biorąc pod uwagę, że zima póki co jest, jaka jest, pewnie będę go teraz nosić bardzo często. A już miałam narzekać, że spóźniłam się o jedna porę roku, ale nie tym razem:)

płaszcz wełniany boucle

wtorek, 31 grudnia 2019

Welurowa spódnica

Ostatnio znowu z pisaniem mi nie po drodze. Nie chcę tu jednak narzekać, bo jak już kiedyś pisałam,  blogowanie zostało ostatnio odsunięte na bok ze względu na nowe zainteresowania i więcej pracy poza blogosferą:) Szycie nie poszło nadal w odstawkę absolutnie, nowych uszytych rzeczy dla mnie systematycznie przybywa i co jakiś czas na pewno będę coś nowego wrzucać.

A rok 2019 zakończę wpisem o welurowej spódniczce, która jest ostatnio moja ulubioną na specjalne okazje. Czarna dzianina welurowa jest naprawdę przepiękna i dodatkowo bardzo miękka w dotyku, więc spódnica wygląda bardzo wyjściowo i bogato, a jednocześnie jest maksymalnie wygodna w noszeniu. Welur, z tego, co się orientuję, nadal w modzie, a zwłaszcza teraz, w sezonie zimowych uroczystości i imprez:)

Dzianina welurowa jest resztką mojej starej sukienki, której góra była sztywna, poliestrowa z długim rękawem, czyli niezbyt przyjemna w noszeniu.  Za to welurowy dół był idealny na spódnicę i postanowiłam go w tym celu wykorzystać. Pod spodem znajduje się czarna dederonowa podszewka, bo dzianina samodzielnie bardzo nie lubi rajstop, podczas noszenia mogłaby "podjeżdżać" do góry i źle by to wyglądało.Jako pasek zastosowałam ozdobna gumę z wzorem łańcucha, tak, żeby było bardziej "na bogato". Jak szaleć, to szaleć:)

A Wam, drodzy czytelnicy, chcę życzyć samych wspaniałości w nadchodzącym roku 2020. Żyjcie po swojemu, realizujcie swoje pasje (szyciowe, czy nie, zależy, co kto lubi:)), spełniajcie marzenia, dbajcie o swoje zdrowie i przede wszystkim swój psychiczny komfort, bo od niego wiele dobrego się zaczyna :)

welurowa spódnica

środa, 6 listopada 2019

Spódnica z szarej lamy

Latem miałam trochę czasu na porządki moich rzeczy osobistych. W efekcie znalazłam kilka swoich starych ubrań, które postanowiłam przerobić. Efekty tego recyklingu miałam wrzucić do jednego, zbiorczego wpisu, ale uznałam, że jednak każdej rzeczy należy się oddzielny post. 

Jako pierwszą chcę pokazać spódnicę z szarej lamy, która jest przeróbką sukienki kupionej kiedyś na imprezę. Nie było szans, abym zmieściła się w jej górę, zresztą, ten materiał na górę nie za bardzo mi odpowiadał, za to dół, który był marszczony świetnie nadawał się na spódnicę. Przerobienie było banalnie proste: odciąć górę, wypruć suwak, zszyć miejsce po suwaku, a na końcu wszyć gumę w pasie. Takie szybkie, małe przeróbki ogólnie bardzo lubię i cenię jako przerywnik między większymi projektami.

Ogólnie, zyskałam spódnicę, która na imprezy będzie jak znalazł:)


poniedziałek, 7 października 2019

Płaszcz w drobną kratkę

Dobrze, że zdjęcia płaszcza udało mi się zrobić jeszcze w trakcie ostatnich dni lata, kiedy było w miarę ciepło i słonecznie. On sam ma być na wiosenną i letnia porę, więc bardziej pasuje pokazanie go w takich warunkach pogodowych, niż teraz, kiedy jest zimno i ponuro.

Płaszcz jest utrzymany w duchu zero waste, bo materiał wierzchni na niego był kiedyś wielka poszwą, w dodatku pociętą na mniejsze kawałki. Dokładniej materiał ten robił za tkaninę próbną do innego projektu. Tak mi się jednak w trakcie spodobał, że zrobiło mi się szkoda, że ma być tylko jako tkanina próbna i chciałam z niego uszyć coś do ubrania. Chwile się wahałam: sukienka koszulowa czy cienki płaszcz? W końcu wygrało to drugie, ze względu na to, że tkanina jest jak dla mnie bardziej płaszczowa po prostu.

Tkanina to mieszanka bawełny z lyocellem. Średniej grubości, przyjemna i chłodna w dotyku. Wykrój pochodzi z  Szycie krok po kroku 2/2014. Nie dopasowywałam go jednak, ze względu na to, że materiał wierzchni jest mało elastyczny. Dzięki temu będzie komfortowy w noszeniu, a też i luźniejsze ubrania pomieści:)

płaszcz kratka

piątek, 4 października 2019

Wrześniowe stylizacje

Pod koniec lata bardzo zatęskniłam za pokazywaniem stylizacji i obiecałam sobie powrót do tego zajęcia we wrześniu. Cieszę się bardzo, że mi się ten plan zrealizować i mogę pochwalić się kilkoma nowymi zdjęciami. A Was zapraszam do oglądania:)

Trudno mi teraz uwierzyć, że pierwsze prezentowane tutaj zdjęcie zostało zrobione zaledwie miesiąc temu. W tym momencie za oknem zimno, ponuro i chwilami deszczowo i jak widzę swoje zdjęcie w klapkach i cienkiej bluzce, to robi mi się strasznie zimno. Miło jednak powspominać cieplejsze, słoneczne dni i po cichu liczę na to, że jesienią i takich nie zabraknie.


Bluzka: DIY (wkrótce na blogu)
Spodnie: Orsay
Klapki: H&M

piątek, 6 września 2019

Ubranie wielofunkcyjne w lesne kwiaty

Mówią, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Niekoniecznie się z tym zgadzam. Czasami to po prostu jest... naprawdę do wszystkiego:)

Tkaninę wiskozową o wdzięcznej nazwie leśne owoce z Pinsola dostałam w prezencie na dzień dziecka. Bardzo spodobał mi się jej wzór i właściwości. Tkanina jest bardzo miła w dotyku, lejąca się i przewiewna, więc miała być z niej uszyta sukienka na lato. Ostatecznie, jako sukienkę będę ja nosić tylko na urlopie, ponieważ wyszła odrobinę za krótka i przy podniesieniu rąk do góry odsłania trochę zbyt wiele. Jak się kiedyś uprę, że ma być to sukienka na co dzień, czymś ją przedłużę. Na to jednak się nie zanosi.

Nowa rzecz super sprawdza się w formie tuniki (zwłaszcza na plaży), a na miasto zakładam ją sobie na spodnie i nie narzekam. Ponieważ zapinana jest na guziki, mogę ja również nosić w formie narzutki na top bez rękawów. Dzięki niej cała stylizacja zyskuje trochę egzotyki, a ja mam nową tunikę, szmizjerkę, sukienkę i narzutkę w jednym:)

Do uszycia mojej sukienki/szmizjerki/tuniki/narzutki korzystałam z wykroju na koszulę #1 z Szycie 5/2018. Oczywiście została ona znacznie przedłużona, za to rękaw zrobiłam lekko za łokieć, a nie długi z mankietem i nie zdecydowałam się na kołnierz.

Tak wygląda w roli sukienki/tuniki:

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Top z chusty

Lato w tym roku mamy bardzo ciepłe, a jeśli wierzyć prognozom, to kolejne, w związku ze zmianami klimatycznymi mają być jeszcze cieplejsze. Dlatego w naszej garderobie przydadzą się  lekkie, przewiewne bluzki i sukienki, których podczas noszenia praktycznie nie czuć.  W nich nawet największy upał da się przeżyć we w miarę komfortowych warunkach. 

Bluzka z dzisiejszego wpisu sprawdza się w upalne dni bardzo dobrze.  Jeszcze do niedawna była chustą, ktora wiecznie do niczego mi nie pasowała. Te wielobarwne pasy i szlaczki gryzły się z innymi wzorami. W pewnym momencie przyszło mi do głowy, że lepiej by było, jakby ta chusta została bluzką i niemalże natychmiast przystąpiłam do prac przeróbkowych.

Tkanina to batyst, więc wymyśliłam z niej luźną bluzkę z falbanką. Góra to wykroj na bluzkę bez zapięcia, a dół to prostokątny pas materiału. Dekolt i podkroje pach wykończone są plisą skośną z resztki białej tkaniny wiskozowej. Jedyną trudnością, o ile można to tak nazwać, było pasowanie ze sobą pasków po bokach i  w związku z tym też trochę kombinowania, jak powycinać poszczególne części bluzki na ograniczonej ilości tkaniny.


bluzka z falbanką