wtorek, 2 czerwca 2020

Spódnico-spodnie

W poprzednim wpisie, o sukience z falbanami pisałam, że długo zastanawiałam się, czy z kwiecistej dzianiny wiskozowej nie uszyć spódnico-spodni. Ostatecznie zdecydowała się na sukienkę, bo szerokość materiału nie była wystarczająca na takie, jak chciałam, a i kwieciste spodnie do wielu rzeczy nie pasują, choć są przepiękne. Mimo to nie mogłam zapomnieć o tych spodniach i postanowiłam poszukać innej dzianiny, z której sobie je uszyję. Przeglądałam zawartość sklepów internetowych przez jakiś czas, ale na nic konkretnego nie mogłam się zdecydować. Trwało to, dopóki nie trafiłam na granatową dzianinę w prążki w sklepie Tkaninowy Outlet. Sklep nie jest specjalnie duży, ale najważniejsze, że znalazłam to, w czym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Od razu podjęłam decyzję o zakupie i już za 2 dni dzianina przyjechała do mnie.

Wykrój na spódnico-spodnie przygotowałam sama, na podstawie wytycznych z książki Modelowanie form odzieży damskiej. Jest bardzo prosty, nawet osoba początkująca w konstrukcji i modelowaniu odzieży da sobie z nim radę. Od razu chciałam, żeby były długie, tak do kostki około.

W pasie dałam szeroka gumę. Taka wskazówka, do spodni z jerseyu wiskozowego, który jest ciężki i lejący się, guma musi mieć min. 5 cm szerokości, inaczej spodnie będą zjeżdżać. Już kiedyś miałam takie, bez gumy właśnie i ciągle źle się układały, w końcu przerobiłam je na coś innego, ale o tym może kiedyś indziej. Po czasie dopiero doszłam do wniosku, że wina leżała po stronie braku gumy w pasie i, co za tym idzie, słabym ustabilizowaniu dzianiny. 

Lekcję odrobiłam, tu guma jest bardzo szeroka i spodnie leżą bez zarzutu, nic nie zjeżdża. Mają one mnóstwo zalet, są tak lekkie i chłodne, że jak je mam na sobie, mam wrażenie, że nie założyłam spodni, tylko spódnicę. Albo, że w ogóle zapomniałam założyć czegokolwiek przed wyjściem:)

poniedziałek, 18 maja 2020

Sukienka z falbanami w lekko sportowym stylu/ FALBANY/ FRILLS PHENOMENAL US - CHALLENGE 102

Po kurtce musiałam odpocząć od ciężkiego szycia. Dostałam akurat przesyłkę z przepiękna dzianiną wiskozową Bridget z Nitka Kłębek i to nią postanowiłam się zająć, tak w ramach relaksu. Bardzo długo wahałam się, czy uszyć z niej sukienkę, czy spódnico spodnie. Analizowałam kilka dni wszystkie za i przeciw, przymierzałam różne wykroje, szukałam nowych, zrobiłam nawet nowe:) i ostatecznie o mojej decyzji zaważyła szerokość dzianiny. Miała ona ledwie 140 cm szerokości, a po dekatyzacji nawet jeszcze mniej. W związku z tym spódnico spodnie odpadły, bo takie, jakie przygotowałam się nie zmieściły. Zresztą, kwieciste spodnie wyglądają ładnie, ale pasowały by do kilku rzeczy ledwie, bo mam mnóstwo wzorzystych bluzek. Także sukienka była pod tym względem lepszym wyborem.

Sukienka z falbanami to połączenie dwóch wykrojów z Burdy. Góra z gazety 1/2011, numer wykroju to 123 A, a dół z Burdy 3/2013 #120, jednak zamiast falban krojonych na bazie koła zrobiłam prostokątne. Wszystko po to, aby uniknąć męki szycia podłożeń dzianiny na półkolistych brzegach. 

Falbany w sumie są 4 i ich szycie zajęło nieco czasu. Ale największy i jedyny problem był z gumą. Jakaś na wysokości talii musiała być, bo falbaniasty dół sukienki trochę waży i ciągnie całość ku dołowi. Guma zatem musiała być szeroka. Miała być początkowo przyszyta do lewej strony, na wysokości szwu łączącego górę z dołem, ale nie podobał mi się efekt. W końcu dałam ozdobną, w sportowym stylu na połączenie góry z dołem i to była świetna decyzja. Dzięki temu sukienka zyskała trochę sportowego charakteru i oryginalności:) I oto ona:

sukienka z falbanami

sobota, 9 maja 2020

Kurtka z softshellu

Z kurtki, która chcę Wam dzisiaj pokazać jestem niesamowicie zadowolona. Dotyczy to i jej ostatecznego wyglądu, jak i całego procesu szycia, który był wyjątkowo szybki i bezproblemowy (jak na kurtkę oczywiście). Właściwie po raz pierwszy szycie tej części garderoby było nawet przyjemne. Może to zasługa odpowiedniego wykroju, który stanowił formę wyjściową (Burda Szycie Krok Po Kroku 2/2010, model 6 C), a może różowego softshellu z Metry i Centymetry, a może jedno i drugie się do tego przyczyniło. Materiał  po lewej stronie ma miękki polar, dzięki któremu przez cały czas miałam wrażenie, że pracuje nad bluzą, a nie nad kurtką. Jednym problematycznym momentem był kaptur, który trzeba było zmniejszyć, bo był bardzo wielki i zasłaniał mi prawie całą twarz. 

Kurtka została uszyta z myślą o przejściowych porach roku,  gdy skończyłam ją szyć, zrobiło się nagle bardzo ciepło i już myślałam, że z jej noszeniem będzie trzeba poczekać do jesieni. Jednak po pierwszych ciepłych dniach tej wiosny przyszło znowu ochłodzenie i kurtka dzięki temu została parę razy założona i już totalnie się w niej zakochałam:)

Kurtka to fason oversize, ma także raglanowe rękawy, dzięki któremu jest bardzo wygodna w noszeniu. Softshell skutecznie chroni przed zimnem, a jednocześnie nie jest w nim upiornie gorąco, gdy się ociepli. W dodatku bardzo podoba mi się jej kolor. Ostatnio stęskniłam się za różowym, którego w mojej garderobie nie ma wiele. 

Suwaki i sznurki kupowałam przez internet w innym sklepie (dresówka.pl) i miałam nadzieję, że kolorystycznie zgrają się z softshellem. Na szczęście pasują, choć sznurki zamówiłam dość grube, mogłam spokojnie zamówić te mające średnicę 5 mm. Moje mają 8 mm. Sznurki są też trochę na surowo jeszcze, bo zapomniałam o stoperach albo końcówkach. Dobiorę je jednak już stacjonarnie. Póki co, są zawiązane w węzły:)


środa, 29 kwietnia 2020

7 urodziny bloga/ co noszę sprzed 7 lat i jak

26 kwietnia blog obchodził 7 już urodziny. Pamiętacie, co robiliście 7 lat temu? Gdzie byliście, jacy byliście, gdzie pracowaliście, czy byliście w związku, czy uczyliście się? To szmat czasu, a ja dzięki założeniu bloga  zapamiętałam dzień 26 kwietnia 2013 i okolice bardzo dobrze:)

Szczerze mówiąc, jestem pod wrażeniem, że blog przetrwał pomimo tego, że w moim życiu od tamtego dnia tak wiele się zmieniło. Dzięki niemu mam udokumentowane 7 lat szycia, a także, jak zmieniał się mój gust, co w jakim okresie podobało mi się najbardziej, jakich rzeczy potrzebowałam.

Z okazji urodzin bloga jak zwykle sobie trochę powspominałam. Wpadłam też na pomysł, aby w tym roku wrócić do prac z początku mojego blogowania, czyli tych uszytych w 2013 i wcześniej i napisać o tym, które z nich noszę do tej pory. Tak, mam w szafie ubrania mające 7 lat, mam też takie, co mają 10, a nawet więcej. U mnie zmiana garderoby odbywa się ścieżka ewolucji, nie rewolucji, gdzie co sezon wymieniam wszystko. Podejście obecnie na czasie, ale ja to praktykowałam, zanim jeszcze było takie modne:) Zresztą, nie tylko ja, znam wiele osób, które robiły i nadal robią podobnie, dla których ubrania i dodatki mają większą wartość niż kawałek materiału noszony przez sezon.

Wpadłam na pomysł, aby stworzyć stylizacje z  rzeczami z początku mojego blogowania i pokazać, jak noszę je dzisiaj. I ciekawa jestem, jak wam się podobają i czy też macie w szafie rzeczy mające wiele lat.



Pierwsza opublikowana na blogu rzecz, którą dziś noszę jako moje domowe wdzianko. Ogólnie, myślę sobie czasem, że gdybym wtedy wszyła do niej podszewkę, byłaby moim wiosennym okryciem wierzchnim. Wtedy chyba jednak mi się jej wszyć nie chciało, ale dobry i strój po domu:)

piątek, 17 kwietnia 2020

Eleganckie, szare spodnie w kant

Jeszcze przed całym tym zamieszaniem z koronawirusem miałam cel, aby dodać do mojej garderoby trochę więcej elegancji i uszyć sobie kilka klasycznych rzeczy. Dlatego też na początku wiosny uszyłam spodnie w kant z szarej tkaniny, która jest mieszanką bawełny z poliestrem. 

Długo szukałam odpowiedniego wykroju na eleganckie spodnie i ostatecznie zdecydowałam się na model 115 A z Burdy 1/2011, czyli z jednego z moich ulubionych wydań:) Spodnie są zwężające się ku dołowi. Maja kieszenie w szwach bocznych. Przy pasku z przodu znajdują się małe kontrafałdy. Dodatkowo, przy pasku doszyłam szlufki, aby móc nosić spodnie z cienkim paskiem. 

I oto jak spodnie prezentują się w ostateczności:

Spodnie Burda 1/2011 115 A

sobota, 28 marca 2020

Zwiewna, asymetryczna spódnica

Jeszcze jesienią przerobiłam swoją stara sukienkę na spódnicę. W sukience nie podobała mi się góra, która w dodatku zrobiła się na mnie za ciasna. A materiał był całkiem fajny i szkoda było mi trzymać ją na dnie szuflady. 

Tak więc obcięłam tą górę, w jej miejsce wszyłam gumę i...koniec pracy.

Tkanina to bardzo cienki poliester, najbardziej podobny do szyfonu. Zwiewny i bardzo lekki, ale czuć jego sztuczność. Na całej powierzchni w lekko drapiące kropki, także, jak widzicie, na górę sukienki mało komfortowy, a na samą spódnicę całkiem efektowny. Spódnica jest asymetryczna, z tyłu dłuższa, a doły ozdabiają falbany. Ciesze się, że w takiej formie będzie z niej użytek, a nie tylko rzecz zalegająca na dnie szuflady z rzeczami "do przeróbki":)

Na razie okazji do założenia jej zbytnio nie będzie, chyba, że postanowię nosić ja po domu, albo ubrać ją na zakupy :). Miejmy jednak nadzieję, że ten stan rzeczy niedługo się zmieni i okazji będzie aż nadto.

asymmetrical skirt

spódnica maxi




wtorek, 10 marca 2020

Bluzka z fantazyjnym karo dekoltem

To, co dzisiaj pokażę jest przeróbką kupionej w sh bluzki z rękawem 3/4 w rozmiarze XXL. Była ona w rewelacyjnym stanie i bardzo dobrej jakości, dzianina 95% wiskoza, 5% elastan. Kosztowała "zawrotne" 4 zł, także ciężkim grzechem byłoby jej nie kupić. Jako ciekawostkę napiszę, że nici w odpowiednim do niej kolorze kosztowały 3,50. 

Oryginału nie zdążyłam sfotografować, bo tak spodobał mi się ten materiał, że jak najszybciej chciałam przystąpić do pracy i mieć z niego inną bluzkę. Pomysł na początku był taki, aby tylko zrobić krótkie, marszczone u góry rękawki (bluzka była bardzo duża, materiału spokojnie starczyło, na styk:)). Później zaczęłam jeszcze myśleć o zmianie kształtu dekoltu, bo oryginalny to był niewielki szpic. Miałam ogromną ochotę na dekolt karo, ale zanim go wycięłam, długo rozważałam, co zrobić, aby dobrze się układał. Chciałam, aby bluzka była luźna, a nie bardzo opinająca i przy tym dekolt mógł opadać. Miałam za mało materiału, aby wykroić przód 2 razy i jedną część potraktować jako odszycie. Zrobiłam więc 4 paseczki ze skosu, które sprawiają, że dekolt jest trochę podtrzymywany, a na dodatek mocno przyciąga wzrok.

Chociaż mam i inne rzeczy, wcześniej uszyte, tą bluzka musiałam pochwalić się natychmiast. Jestem z niej mega zadowolona. To jedna z tych rzeczy, które szyło się z przyjemnością i niecierpliwością, aby wreszcie móc ją założyć.

Zdjęcia w dzikiej scenerii, bo odważyłam się wyjść w krótkim rękawku w miniony weekend na zewnątrz, bo tylko tam było odpowiednie oświetlenie, które pokaże, jaki piękny kolor ma ta dzianina. Zdjęcia domowe niestety wyszły zbyt ciemne i nie byłam z nich zadowolona.