piątek, 6 września 2019

Ubranie wielofunkcyjne w lesne kwiaty

Mówią, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Niekoniecznie się z tym zgadzam. Czasami to po prostu jest... naprawdę do wszystkiego:)

Tkaninę wiskozową o wdzięcznej nazwie leśne owoce z Pinsola dostałam w prezencie na dzień dziecka. Bardzo spodobał mi się jej wzór i właściwości. Tkanina jest bardzo miła w dotyku, lejąca się i przewiewna, więc miała być z niej uszyta sukienka na lato. Ostatecznie, jako sukienkę będę ja nosić tylko na urlopie, ponieważ wyszła odrobinę za krótka i przy podniesieniu rąk do góry odsłania trochę zbyt wiele. Jak się kiedyś uprę, że ma być to sukienka na co dzień, czymś ją przedłużę. Na to jednak się nie zanosi.

Nowa rzecz super sprawdza się w formie tuniki (zwłaszcza na plaży), a na miasto zakładam ją sobie na spodnie i nie narzekam. Ponieważ zapinana jest na guziki, mogę ja również nosić w formie narzutki na top bez rękawów. Dzięki niej cała stylizacja zyskuje trochę egzotyki, a ja mam nową tunikę, szmizjerkę, sukienkę i narzutkę w jednym:)

Do uszycia mojej sukienki/szmizjerki/tuniki/narzutki korzystałam z wykroju na koszulę #1 z Szycie 5/2018. Oczywiście została ona znacznie przedłużona, za to rękaw zrobiłam lekko za łokieć, a nie długi z mankietem i nie zdecydowałam się na kołnierz.

Tak wygląda w roli sukienki/tuniki:

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Top z chusty

Lato w tym roku mamy bardzo ciepłe, a jeśli wierzyć prognozom, to kolejne, w związku ze zmianami klimatycznymi mają być jeszcze cieplejsze. Dlatego w naszej garderobie przydadzą się  lekkie, przewiewne bluzki i sukienki, których podczas noszenia praktycznie nie czuć.  W nich nawet największy upał da się przeżyć we w miarę komfortowych warunkach. 

Bluzka z dzisiejszego wpisu sprawdza się w upalne dni bardzo dobrze.  Jeszcze do niedawna była chustą, ktora wiecznie do niczego mi nie pasowała. Te wielobarwne pasy i szlaczki gryzły się z innymi wzorami. W pewnym momencie przyszło mi do głowy, że lepiej by było, jakby ta chusta została bluzką i niemalże natychmiast przystąpiłam do prac przeróbkowych.

Tkanina to batyst, więc wymyśliłam z niej luźną bluzkę z falbanką. Góra to wykroj na bluzkę bez zapięcia, a dół to prostokątny pas materiału. Dekolt i podkroje pach wykończone są plisą skośną z resztki białej tkaniny wiskozowej. Jedyną trudnością, o ile można to tak nazwać, było pasowanie ze sobą pasków po bokach i  w związku z tym też trochę kombinowania, jak powycinać poszczególne części bluzki na ograniczonej ilości tkaniny.


bluzka z falbanką

niedziela, 4 sierpnia 2019

Legginsy

Jeszcze pod koniec zimy, z okazji wyjazdu w góry uszyłam sobie spodnie z dzianiny dresowej. Ogólnie potrzebowałam takich wygodnych spodni do celów rekreacyjnych oraz na czas wolny, a w sklepach nie mogłam znaleźć niczego, co szczególnie by mi się spodobało.  Niby odzieży sportowej teraz wszędzie pełno, ale jak przychodzi co do czego i chce się coś kupić, to nagle okazuje się, że sklepy posiadają wszystkie legginsy na jedną melodię i to strasznie prześwitujące... 

Na szczęście brak odpowiednich rzeczy w sklepie to nie problem, gdy umie się szyć i znajdzie się dzianinę dresową w pięknym, niebieskim kolorze. Ogólnie zauważyłam, że w razie wątpliwości, w jakim kolorze uszyć spodnie, to u mnie niebieski albo granatowy sprawdzi się najlepiej. 

Do uszycia legginsów nawet czasu nie trzeba mieć tak dużo, szyje się je bez problemów. Nie ma żadnego suwaka, żadnych zaszewek, są jedynie kieszenie w karczku biodrowym. W pasie miała być guma, ale okazała się zbędna, pasek z materiału trzyma spodnie dobrze.

Zdjęcia, jak widać, nie z teraz, tylko z kwietnia, kiedy jeszcze kwitła mirabela. 

legginsy dresowe

sobota, 29 czerwca 2019

Lamparty

Koniec czerwca postanowiłam uczcić wpisem o jednej z ulubionych sukienek obecnie. Jak tylko zobaczyłam jersey w lamparty w sklepie Nitka Kłębek, to wiedziałam, że uszyje z niego sukienkę kimonową. Jak pomyślałam, tak zrobiłam i nic więcej nie cudakowałam. Był to dzięki temu jeden z najszybciej zrealizowanych projektów dla mnie, jakie kiedykolwiek miałam.

Sukienka powstała na bazie wykroju z Marfy. To ten sam, z którego szyłam mandarynkową bluzkę i czerwoną z rozcięciami. Ogólnie kocham ten model i prawdopodobnie wykorzystam go jeszcze ze 100 razy:) Jest mega wygodny.

Sukienka jest marszczona w pasie za pomocą nici gumowych, dzięki czemu talia jest ładnie podkreślona. Dekolt wykończony jest plisą skośną. Doły i rękawy po prostu podłożyłam.

A na zdjęcia załapał się jeszcze kwitnący jaśmin.

niedziela, 12 maja 2019

Tiulowa spódnica (przeróbka sukienki)

Biorę od pewnego czasu udział w wyzwaniach modowych grupy Phenomenal Us. Zdążyłam właśnie przygotować stylizację na nadchodzące wydarzenie, które odbędzie się pod hasłem Neo-Gotyk. Temat bardzo mnie zaintrygował, chociaż zastanawiałam się, czy uda mi się stworzyć odpowiednią tematyczną stylizację z ubrań, które posiadam. Miałam jednak trochę czasu wolnego i mogłam przymierzyć sporo rzeczy i, ku mojemu zaskoczeniu, stylizacji stworzyłam nawet więcej, niż tylko jedną. Styl ogólnie bardzo mi się spodobał i chyba zacznę się tak nosić:D

A propos tematu, przypomniałam sobie o zdjęciach haftowanej spódnicy tiulowej, które zrobiłam na początku wiosny i aż do tej pory Wam ich nie pokazałam. Zaprezentowałam ją z czarną reszta ubioru, która moim zdaniem również pasuje do tematyki neo gotyk, chociaż może nie tak ostentacyjnie, jak na stylizacjach, które przygotowałam:) 

Spódnica to przeróbka sukienki z sylwestra w teatrze, która prezentowałam tu na blogu wiele lat temu. Była bardzo ładna, ale zrobiła się na mnie zdecydowanie za ciasna, co przy pozbawionym elastyczności materiale sprawiało,  że nie mogłam czuć się w niej komfortowo. A te hafty podobają mi się tak bardzo, że nie chciałam dłużej czekać, żeby może kiedyś ją założyć. Doszłam do wniosku, że bardziej przyda mi się jako spódnica na gumie.

Przeróbka trwała może z godzinę. Obcięłam górę, uszyłam tunel, w który następnie wdałam średniej szerokości gumę. I oto efekty:

tiulowa haftowana spódnica

czwartek, 2 maja 2019

6 lat bloga :)

Odkąd prowadzę bloga 26 kwietnia to data dla mnie tak samo ważna jak własne urodziny.  W tym dniu kolejny rok działalności świętuje mój blog, a ja przy okazji razem z nim  :) Jestem pod wrażeniem, że udało mi się prowadzić go tyle czasu, zwłaszcza, że pisanie, a jak czas pokazał, ogólne bywanie w mediach społecznościowych i blogosferze lubię mniej od szycia.

Nie zrozumcie mnie tylko źle, bo wiele radości sprawia mi każdy nowy zamieszczony tutaj wpis, a co za tym idzie, nowa praca, stylizacja, albo recenzja. Niezmiennie cieszy mnie, gdy ktoś mojego bloga czyta, a jak zostawia po sobie komentarz, to daje mi tym samym ogromnego kopa motywacji i pokazuje, że warto publikować dalej. Bo tak się składa, że prowadzenie bloga bez odzewu czytelników byłoby trochę mniej fascynującym zajęciem i na znacznie krótszą metę. Także za wsparcie wszystkim Wam serdecznie dziękuję:)

Kiedy zaczynałam moja przygodę z blogiem, byłam na etapie studentki mieszkającej z rodzicami, szyciowej hobbystki i entuzjastki. Minął ledwie rok od jego założenia, a w moim życiu nastąpiła rewolucja i pozmieniało się prawie wszystko. Czasami jak oglądam zdjęcia z początków bloga, widzę niemalże inną osobę. Może nie z wyglądu, ale na pewno kogoś, kto żył inaczej i na pewno w zupełnie innym świecie. Wtedy miałam sporo czasu na pisanie, robienie zdjęć, komentowanie itp. Obecnie priorytety trochę się pozmieniały, a co za tym  idzie, czasem zarządzam inaczej. 

Obecnie mam w sobie większą potrzebę działania, niż pisania o tym. Z szyciem u mnie jest tak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zrobiłam kurs zawodowy, realizuję się w nim już nie tylko dla siebie, a nowych projektów mam zawsze w głowie multum. Wolę czas poświęcać na szukanie kolejnych inspiracji, wykrojów, tkanin, wolę ogólnie "siedzieć w pracowni":). A wolne od szycia preferuję przeznaczać na  rozwijanie dodatkowych zainteresowań, w ten sposób na przykład poznałam uroki występów scenicznych. 

Bloga ogólnie będę prowadzić, bo sporo mu zawdzięczam. Będę jednak robić to zdecydowanie bardziej w swoim tempie i po swojemu, niż kiedyś. W sumie, tego życzyłabym każdemu blogującemu, żeby zamiast ulegać ogólnej presji publikowania jak najwięcej, jak najczęściej i zdobywania jak największych zasięgów za wszelką cenę, po prostu publikował treści ciekawe, wartościowe i "z sercem".

A skoro to urodziny bloga, to czas na podsumowanie, co przez ostatni rok uszyłam ciekawego. Zapraszam do przeglądu i wspominanie razem ze mną:)

piątek, 29 marca 2019

Bluzka w bieliźnianym stylu

Przerwy w pisaniu czasami są potrzebne, ale mają jedną wadę. Po nich bardzo trudno przychodzi stworzenie nowego tekstu. Nad tym, co napisać o białej bluzce w stylu bieliźnianym siedzę już od tygodnia i w końcu postanowiłam napisać cokolwiek, byle ruszyć do przodu i zakończyć ten zbyt długi blogowy przestój. 

Bluzka powstała na fali kilku przeróbek, za które zabrałam się na początku tego roku. Materiał na nią pochodzi z koszuli nocnej, którą założyłam chyba raz i nigdy więcej, bo miała koronkową, prześwitującą górę i nie podobało mi się to za bardzo. Za to dół koszuli był z miękkiej, lejącej się dzianiny, która była w sam raz na małą, luźną bluzeczkę. 

Wykrój pochodzi z gazety Szycie 5/2018, ma numer 25. Zmniejszyłam tylko dekolt, dorzuciłam marszczenie w talii za pomocą gumowych nici i wykończyłam dół za pomocą delikatnej koronki. 

W efekcie wyszła mi bluzka w bieliźnianym stylu, którą bardzo przyjemnie nosi się zarówno pod kardiganem, jak i i żakietem, pasuje do wielu spódnic i chyba z przyjemnością będę nosić ją latem:)

bluzka w bieliźnianym stylu